Luty





W naturę!

Luty miał być miesiącem wyjazdów.
Niestety, choroba pokrzyżowała moje plany.

Dzięki klasycznemu dla tej pory roku przeziębieniu zdałam sobie sprawę, że "dorosłe chorowanie" nie ma nic wspólnego z wizją: koc, herbata i netflix. Była to dokładnie ta sama codzienność, tylko z gorszym samopoczuciem i większą ilością czosnku i cebuli.

Mając za sobą to przykre doświadczenie, cieszę się że udało mi się wyrwać na moment w Beskid Śląski. Na codzień żyję w Warszawie. Tu pracuję i tworzę. To miasto jest pełne możliwości ale z miłą chęcią porzucam jego gwar na rzecz leśnych ścieżek.





Odkąd przeprowadziłam się do centrum miasta, zdałam sobie sprawę, że nie do końca tu pasuję. Brzmi to dość pretensjonalnie, wiem. Wiem też, że dla niektórych byłoby to spełnienie marzeń – jednak nie moich. Przez długi czas czułam nawet wyrzuty sumienia, że nie potrafię docenić tego, co mam. Że powinnam być wdzięczna i po prostu to pokochać. Nie potrafię jednak długo oszukiwać samej siebie. To prędzej czy później "wyłazi" w najróżniejszy sposób. W nerwowości, gestach niechęci, w smutku.

Jestem leśną dziewczyną.

Widzę, jak rozluźniam się, gdy jestem blisko natury. Jak bardzo jestem wtedy szczęśliwa. Jak bardzo mnie to inspiruje. Moje wizje o "domu w lesie" zapisywałam jeszcze lata temu w mailach do przyjaciółki.


Ten ogień nie gaśnie.





Niebo/nieba.

Miasto, daje jednak tę możliwość, że nawet gdy jest się bardzo zmęczonym, w 20 min można dojechać na wernisaż koleżanki.

Anna jest specjalistką od nieb. Entuzjastką błękitów. Mogę powiedzieć śmiało, nie znam nikogo, kto tak trafnie oddaje kolory poranków. 

Tu, jest sportretowana ona i mały kawałek słońca.
Na żywo bije z tego obrazu niesamowite ciepło i blask.


Oprócz Anny, prace pokazała Anita, której prace są zupełnie inne w charakterze.
Silne i mocne. Konkretne i spójne. Bardzo polecam zobaczyć jej prace na instagramie.




Niespodzianki i oczekiwanie.


Los w nieoczekiwany sposób podsuwa mi ciekawe osoby. Tak było od zawsze. Przypadkowe znajomości okazywały się początkami barwnych relacji lub co najmniej inspirujących spotkań. R. trafił na wystawę art&science, w której brałam udział, dostał mojego maila od znajomego i po prostu napisał krótką wiadomość, zapraszając mnie na Kampus UW. 

Ja zaś uwielbiam poznawać ludzi i wciąż, jak dziecko, fascynuję się dinozaurami.





I tak oto miałam szansę zobaczyć kolekcję eksponatów, które liczą sobie setki tysięcy lat a później, w laboratorium, pijąc kawę rozpuszczalną, rozmawiać o nauce i sztuce.

R. jest paleobiologiem i rysownikiem (wrażliwość na świat łączy się ze sztuką). Bardzo mu kibicuję na obu płaszczyznach.

Czekam też na kwiecień i na wystawę.

Na razie wszystko się jeszcze krystalizuje. Zbieram prace, analizuję je, próbuję tworzyć nowe. Sinusoida uczuć i emocji. Malarstwo jest dla mnie najwyraźniejszym medium do prezentowania siebie, swoich emocji. 

Kolor, struktura, gest. 

Liczę na to, że z każdą kolejną wystawą będę czuć się pewniej. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz