Maj



Jest maj, jest pięknie

Od zawsze czekam na maj. Miesiąc moich urodzin, miesiąc kwitnącego bzu i ogólnie - rozkwitania. Mimo częstych burz i chłodu, maj zwykle kojarzy mi się z pełnią wiosny, zapachem ciepłej trawy i pąków peoni.

Romantyczna część mnie się roztkliwia nad pięknem natury, praktyczna - cieszy z długich dni. 
Same plusy.


Dwa kroki w tył i kontynuowanie eksperymentów.





Chciałabym powiedzieć, że już poznałam siebie i że mam określoną ścieżkę jako artystka. Nie byłaby to jednak prawda. Moje ostatnie poszukiwania doprowadziły mnie do studenckich notatek i szkicowników, które oglądałam ze zdumieniem.

Mam wrażenie, że szukając środków wyrazu dla swojej sztuki, zapomniałam, co zdążyłam już wypracować.
Porzuciłam swoje ścieżki, żeby nauczyć się czegoś nowego, jednak mam wrażenie, że zamiast tego zabrnęłam w ślepą uliczkę.

Wracam więc na nowo do szkicownika, by eksperymentować w ramach tego, co już znam. Nie, żeby się zamknąć w tym i obudować w "bezpiecznej przestrzeni”, lecz by nabrać rytmu i konsekwencji w działaniu. 

Mam wrażenie, że zostawiłam niedokończone zadanie, które teraz muszę odrobić.
Wracam więc do papieru Fabriano, tuszy i zgaszonej akwareli. Do struktur roślinnych, ale być może i postaci/sylwetek. Pamiętam to z lekcji rysunku, które zawsze traktowałam z olbrzymią powagą. Może dlatego, że miałam wspaniałego nauczyciela. Może dlatego, że to mój język wyrazu.




Kwiecień


Cisza

Kwiecień był kolejnym miesiącem w zamknięciu, kolejnym miesiącem obostrzeń. Był miesiącem rozkwitu natury i smutku, który blokował moje wnętrze. Kreatywność siedzi głęboko w człowieku i czasem gdy głowa i ciało kuli się i wypełnia lękami, twórczość nie może znaleźć ujścia.

Nie był to jednak czas bezowocny. Mogłabym powiedzieć raczej – czas eksperymentów i próba działania na przekór ciszy. Siadanie przed pustą kartką nawet gdy pustka w głowie była nieznośna.

Wyrobienie nawyku tworzenia, powroty do codziennej, rzetelnej roboty. Ćwiczenie rzemiosła.



Powyżej detal z mojej "pocztówki z domu". Całą, wraz z rewersem można znaleźć tutaj.



Dom, redefinicja. 



Od zawsze byłam domatorką. Jako osoba wysoko wrażliwa nie przepadam za nadmiarem bodźców
Lubiłam zamknąć się z kawą na długie godziny by zająć się robotą. Moja sztuka nie lubi hałasu. 

(od niedawna, półroczny kociak wprowadza zamęt w mój proces twórczy ale to całkiem znośny rozpraszacz)

Przymusowa izolacja związana z pandemią sprawiła jednak, że dom stał się centrum wszechświata. Pracą, pracownią, centrum relaksu i rozrywki. Zaczęłam zauważać małe rzeczy na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Piętrzące się książki które rozpoczęłam i pewnie nie skończę. Stos słoików, gdzieś siatka z ubraniami które miały zostać przerobione na szmaty do czyszczenia pędzli. Zakurzony wazon w którym miały stać kwiaty. Wiecznie nieoprawione obrazy. 

Krok po kroku realizuję odgruzowywanie tych artefaktów "braku czasu". Zaczęłam od wazonu. 
Cięte kwiaty na poprawę humoru dla samej siebie to miły podarunek.